Etiquetas

2012/07/05

O jedzeniu chwastów, czyli za czym w Polsce można tęsknić.

Chabry zebrałyśmy na śródleśnym polu nad jeziorem; dziurawiec na podleśnej łące. Wrzątek, czas, napar.

Do tego sałatka z mlecza. Z tego mlecza, który siedział mi w kącie oka, kiedy czytałam w ogrodzie; kiedy już nie mogłam czytać naprawdę, bo komar na nosie, chłodna wilgoć, zachód słońca, z balkonu obserwuje mnie kocur.

Znad sałatki opowiadam Brysi bajki. Brysia ma miesiąc i ostre ząbki, strasznie piszczy, kiedy całować ją w brzuszek, ale zasypia przepięknie, kiedy mówić do niej o krainach pluszowych myszek.

Miecio zasypia, kiedy wieczorem słuchamy Akademii Pana Kleksa, ja czytam o terapii bajką i próbuję spisywać własne. Obudzona Brysia ssie mój łokieć.

Poranki zimne i mokre, długie, późne śniadania przy radiowej trójce. Między kończeniem hiszpańskich studiów (dosyłanie ostatnich prac), a rozpakowywaniem walizki z minionej połowy roku (muszle, rysunki, teatralna lornetka Morgana) euforia. Sumaryczne sześć kilo kotów skacze mi po głowie, nocą poluje na ćmy startując z klawiatury pianina, wciska się między książki, miski i ręce.

Kilka powodów, żeby nie umrzeć od razu po przyjeździe nad Bałtyk.





P.S. wegańskie ciasto cytrynowo-rozmarynowe na oliwie, o tutaj.

3 comentarios:

  1. Ach, Bałtyk... Tak daleko!
    ^^

    ResponderEliminar
  2. OO ciacho! Zrobię na pewno, a Ty moja Droga chodź skosztować !

    ResponderEliminar
    Respuestas
    1. To jest znikające ciasto, uważaj! ;)
      Będę przejeżdżać przez Wasze okolice w sierpniu albo po wrześniu, szykuj śmietniki!

      Eliminar