Etiquetas

2015/08/11

Male, piekne, prawdziwe.

Nie powiem tego na glos, zeby przez przypadek nie popsuc sprawy, ale do ludzi mam szczescie pierwszorzedne. I nawet, kiedy nie bardzo sie tego szczescia spodziewam - jest.

Mieszkam katem na poddaszu Marity. Co rano sniadanie zajmuje kilka godzin: bo porzeczek trzeba z krzakow narwac do owsianki, do herbate jeszcze piata zaparzyc, bo tyle jest do przegadania, a tak niewiele czasu. Idziemy potem do lasu, w gory, w chaszcze, w krzewinki - na wspinanie, na jagody, na deszcz i na smiech. Wracamy potem do cieplego domu, gdzie woda ciepla pod prysznicem i zupa ciepla w garnku. Ona do pracy, ja do pisania, czytania, spiewania, tanczenia, spania. I znow do nocy rozmowy nad cieplywmi warzywami, nad swiezymi owocami. I to brzmi jak calkiem nic - i to jest calkiem wszystko.

Latwo sie pomylic, latwo pomyslec, ze jesli na czyjs widok wali ci serce, jesli jezyk ci sie placze, jesli tak cholernie sie starasz - to jest milosc. Latwo sie pomylic, latwo pomyslec, ze milosc to sa jakies erotyczne sprawy.

Gdzie tam.

To jest spokoj, to jest bycie zwyczajnym soba, dobrym soba, to jest akceptacja i szczescie. I nie ma to zadnego absolutnie zwiazku ze zwiazkami.

Wiec tak sobie jezdze, laze i kocham. Ogromnie. I za kazdym niesamowitym razem, kiedy sie o Ciebie, moj wspanialy przypadkowy czlowieku, moj jeden z wielu wspanialych przypadkowych ludzi, moje ty przejsciowe, tymczasowe, na cale zycie i na dlugosc pamieci szczescie, potykam, troszke umieram ze szczescia i bardzo z tego szczescia z martwoty wstaje.

1 comentario: