Etiquetas

2012/04/15

Locura Santa.

Chodził zdenerwowany od dwóch tygodni; bo ci przeklęci Hiszpanie, te ich przeklęte procesje, ta ich przeklęta powierzchowność. Bo przecież nie są jedyną kulturą. I tacy są na innych zamknięci. I wyglądają jak maszerująca inkwizycja.

Uspokoił się dziś rano, zaplatając drożdżowe warkocze. Lepiąc drożdżowego Alladyna w migdałowych spodniach. Χριστός ἀνέστη! Ἀληθῶς ἀνέστη! Dopiero prawosławna Wielkanoc prostuje święta świata.

Więc te drożdżowe itd., piejemy nad nimi, on się uspokaja. Dzień się zaczyna boso na dachu (sąsiadka w szlafroku, wiatr), dzień się zaczyna jogą nad rzeką (tyłek w górze, chlupoczące brzuchy). Przechodzimy spokojnie przez miasto, już tydzień po procesjach. Turyści przejechali, przeszły orkiestry.

Tydzień temu się skończyło: święte szaleństwo, Wielki Tydzień, Semana Santa. Pobudka na dźwięk trąbek, przepychanie się przez obserwujące tłumy, rozpacz pod kinem i sklepem - zamknięte, świętujemy. Po pięć procesji co dzień, każda z nich kilkugodzinna. Tańczące figury i bębny drążące głęboko w ciało (ta piękna część), ulice pokryte pestkami słonecznika i pijani katolicy (ta druga).

Nie męczy kadzidło zagłuszające zapach pomarańczy, nie męczą nazarenos, kiedy nie widzisz w nich Ku Klux Klanu. Ale "ci przeklęci Hiszpanie, ta ich przeklęta powierzchowność"; te nastolatki przewracające się na obcasach, bo na procesji można spotkać chłopaków; te gotowane ślimaki i palce oblepione tłuszczem z churros przegryzanymi, kiedy zbliża się figura; to histeryczne przepychanie się do niej, żeby dotknąć, przeżegnać się i dalej pić i żreć. Agnostyk oburzony zachowaniem katolików, no ładnie. Przy całej mojej miłości do tej prowincji.

A więc przepięknie; i przepięknie, że już koniec. On się już mniej denerwuje; on się nie denerwuje już, kiedy prawie krzyczymy ze szczęścia zjadając Alladyna. Tłumy wyjechały, mieszkańcy wrócili do domów, bakłażany do sklepów. Głęboki oddech, znów jesteśmy u siebie. Do Cordoby wracają włóczędzy, w cebuli gotują się czerwone jajka.


1 comentario: