Etiquetas

2011/07/13

cudze listy, czyli czytanie siebie.

Walka ze śmiercią nie polega na tym, żeby nie umrzeć tak, jak się to wielu wydaje. Umrzeć jest bardzo łatwo. I żyć dalej tym umarłym życiem też nie jest tak trudno, jak się niektórym wydaje. To jest być może sprawa zwanego temperamentu.
Walka ze śmiercią polega na tym, żeby umrzeć i zmartwych-powstać. Żeby umierać i za każdym razem zmartwychwstawać. Walka ze śmiercią polega na tym, żeby straciwszy wszystko - wszystko wszystko - zaczynać od nowa, od zera, a nawet jeszcze trochę przed zerem, powiedziałbym tym, którzy wiedzą o czym mówię.

I to jest oczywiście Sted. Z zeszytu, z Łodzi, z '72.

Doskonale w moment otworzyłam cudze notatki, jak wiele razy w moment otwiera się książki, listy, blogi - czyjeś, do kogo innego. A przecież swoje, dla siebie.

I za każdym razem rewelacja, odkrycie - jacy to jesteśmy przepięknie powtarzalni! Jak się znaleźć można, przeczytać czyjś list jak swój. Nawet we własnym języku często, we własnej powtarzalnej gramatyce. Ktoś wiek wcześniej napisał kartkę z naszego dziennika, i chwała mu za to. Bardziej się człowiek czuje zdrowy, kiedy wie, że innych szurnęło identycznie.



A właśnie mnie szura. Głupstwa jakieś łeb własny robi. Więc skoro tak, trzeba go zabrać na wycieczkę. A skoro na wycieczkę, to jest wymówka na słówka.
Jakby się miały przydać materiały do serbskiego: http://chomikuj.pl/roaddonkey  Tam jeszcze na samym dole wkleiłam ten link, bo też i czasem może coś do podzielenia się znajdzie. I dla mnie wygodniej, skoro własnego dysku nie mam.
Przy okazji też tam: artykuł Mary Conran They really love me!: Intimacy in Volunteer Tourism. Voluntourism, o którym ja wiem tyle, ile słyszałam przy okazji, więc sama się mądrzyć nie próbuję.

Na dobry początek: kierunek Reda. W Redzie najlepiej na świecie planuje się podróże.

2 comentarios: