Etiquetas

2011/07/18

gotowane pestki pomidora.

Upał cudowny nad zimnym Bobrem. Prąd tak silny, że nawet, kiedy płynę w górę rzeki, spływam razem z nią. Nie ma się co upierać: siadam pół w palącym słońcu, pół w płynnym lodzie. Płaskie kamyki skaczą po wodzie.

Skakuny i polne koniki grzeją się na białych kartkach - chwilkę; ja nad nimi - długo. Wychłodzony, wygrzany brzuch domaga się - proszę  bardzo: perłowe pomidory, gotowane pestki, miód z zaprzyjaźnionej pasieki.

W miejskiej bibliotece godzinne pełzanie między regałami; nie robią tutaj czystek jak w większych miastach, książek jest i tak za mało; więc można wygrzebać cudeńka. I zawsze ta frajda - jestem pierwszym od dwudziestu, czterdziestu lat czytelnikiem!

Słońce schodzi w dół, więc ja wspinam się na górę: na Tarczynie kilka domów na krzyż, ukochana sołtysowa i jej ukochane podwórko. Nieobronne psy tulą głowy do gościa, umorusany Tomasz uczy się mówić; gramy w piłkę: Tomasz, psy i ja. Boso po oborze. Salut, krówki, kocham was bardzo!

Ciepłe krową mleko, pachnie krową, smakuje krową. Ja krową pachnę; czy smakuję jak mleko? Sezon na bezbucie. Czarne jagody. Złote życie.


Tak jest, tak może być. W zapomnianym, zaniedbanym miasteczku, które ma do zaoferowania tyle, że zmarszczki się robią ze szczęścia. Wiele tutaj brakuje - racja, nie ma co zaprzeczać; ale na pewno nie brakuje między przedwojennymi domkami nowoczesnego osiedla, betonu na łąkach - nie brakuje. O co można się kłócić jednak z władzami mniej lub bardziej lokalnymi, bo co z tego, że obszary chronione, że stok i tak już zerodowanej góry, że przyrost naturalny ujemny, zresztą masa pięknych domów niszczeje zostawiona sama sobie - piękny, zielony kawał Wlenia chce się zamurować pod osiedle; niezgodnie zresztą z prawem, bo plan zagospodarowania łamie wszystkie możliwe przepisy o ochronie przyrody i zabytków.
Poczytać można tu i tu, sprawa niestety jest ciągle bardzo aktualna. Wszelkie wsparcie mile widziane.

No hay comentarios:

Publicar un comentario