Etiquetas

2011/08/29

wybory z pytajnikiem.

Masz za swoje, idiotko. Manu Chao sie zachciao.

Chcialam zostac w Herceg Novi. Numer Dymitra spotkanego tam ostatnim razem zostal w Polsce, a na namiot czy park za glosno, za tloczno, za brudno. Wiec kciuk w droge, znam fajny parking w Kotorze. Niedaleko.

Kierowca anglojezyczny, wiec mozna normalnie pogadac. Mial jechac skrotem do Podgoricy, ale skoro jest turysta i okazja poszlifowac jezyk - kawa, rakija i festiwal chorow ludowych (potne sie, a nazwy tego spiewu nie spamietam) w Perascie. Masa czasu z glowy i powoli robi sie ciemno. I: jak dobrze, ze znasz hiszpanski! Przetlumaczysz mi piosenki Manu, mam plyte w samochodzie.


Nie zdawal sobie sprawy z tego, ze autostopowiczka moze byc psychofanka. Tak dobrze mi z ta muzyka wreszcie po dlugiej przerwie, ze kiedy juz podjezdzamy na parking w Kotorze - pytam, czy moglabym podjechac dalej, plyta sie jeszcze nie skonczyla, a chce dosluchac do konca.

Ale dokad mam cie zabrac? Jest ciemno i dalej jedziemy przez gory, nie znam zadnego miejsca na namiot.

Ale moze moge przenocowac u ciebie?


No, moglam.
No i wszystko bylo w porzadku przed wejsciem do mieszkania. Atmosfera jakas dziwna, niby nic sie nie zmienilo, ale zdaje sie, ze jednak inaczej zrozumielismy 'zostac na noc'. Jak stoje, wskakuje szybko do spiwora, krzycze Dzieki! Do jutra! Dobranoc! i wciskam leb w poduszke. Wyjdz z pokoju, no!

Kierowca stoi przez chwile w drzwiach, po czym mowi, ze musi jeszcze zapalic. Wiec siada. Kolo lozka. I pali. Powoli. 5, kurwa, fajek.

Wreszcie sie poddaje - podnosze - hej, duzo palisz! To strasznie niezdrowo, e? I ja tez spac nie moge. A cholernie jestem zmeczona, wiesz, tluklam sie tu dzisiaj z Bosni. Wiec bym byla wdzieczna, jakbys skonczyl, teraz. Co? Dobranoc.

Ale przeciez jest wczesnie, na pewno chcesz spac?

Oo, tak, na pewno. RETY, jaka ja jestem zmeczona, no niesamowite!

Nie wygladasz na zmeczona - bardzo dobrze wygladasz. Slodko tak polsennie.

A gdzie tam, co slodko, nie mylam sie chyba z tydzien, a caly dzien w upalach z tym plecakiem, ble, sam rozumiesz, hehe, w dodatku jutro sie zrywam z rana, ech, no, ide spac, wiec zgas swiatla w korytarzu wychodzac, ...
i tak dalej. I wierze czy nie wierze w to sama - wyszedl, poszedl, nic wiecej nie mowil, nie krecil sie w nocy po mieszkaniu, rano bez slowa zrobil sniadanie, odwiozl na wylotowke - i tylko buziaka w policzek wymuszonego na droge.




I dalej jechalam pieknie i dobrze. Rozumu niewiele, szczescia ponad miare. Jakos to rzadko trzyma sie razem.
Niesamowite, jak czesto sie konczy dobrze, eh?

1 comentario:

  1. Oooooo i aaaaaaa!! Anku! I za to Cię właśnie podziwiam i trochę uważam za wariatkę i tych wszystkich ludzi, którzy tak podróżują. Choć... no właśnie. Spałam w tym roku w zupełnie mi obcym kraju, zupełnie nieświadoma tego, że nie zawsze kończy się różowo u 4 zupełnie obcych facetów. I zmęczenie, emocje i strach minionego dnia wpłynęły na to, że nawet nie pomyślałam, że może się coś stać. I w sumie to przeżyłam jedną noc tam i dzień, a później uciekłam i wolałam spać na dworcu, bo przestało być nieświadomie i bezmyślnie. I spędziłam noc swoich 24 urodzin śpiąc na dworcu i umierając ze zmęczenia i wszystkiego innego. Ale chyba dzięki temu dowiedziałam się czegoś nowego o sobie i innych ludziach. Ściki poznańskie! Katarzyna od loków i sukienek!

    ResponderEliminar